Grzybiarz jest jak saper. Myli się tylko raz

17.08.2009
A A A Drukuj
Koleżanka z pracy usmażyła jajecznicę z pieczarkami. Okazało się, że to nie pieczarki, a muchomory jadowite. Koleżanka spędziła w szpitalu dwa razy po pół roku, jej mąż też przeżył zatrucie, ale musiał przejść na rentę.

EWA FURTAK: Niedawno cała rodzina z Sosnowca zatruła się muchomorami sromotnikowymi. Walczą o życie. Choć ciągle mówi się o tym, jak tragicznie może się zakończyć grzybobranie, takie przypadki zdarzają się co roku. Dlaczego?

JUSTYN KOŁEK, GRZYBIARZ I GRZYBOZNAWCA: - Bo ciągle za mało wiemy na temat grzybów trujących. Powszechnie znany jest chyba tylko muchomor czerwony, z charakterystycznymi kropkami na kapeluszu. Wiele ludzi nie ma pojęcia, jak wygląda np. śmiertelnie trujący muchomor sromotnikowy, który często bywa mylony z jadalnymi gołąbkami, na przykład z bardzo podobnym do niego gołąbkiem modrożółtym. Oba gatunki często rosną obok siebie, więc jest to tym bardziej niebezpieczne.

Szczególnie teraz trzeba uważać na grzybobraniach, bo w lasach jest akurat wysyp muchomorów sromotnikowych. Na jednym miejscu naliczyłem 88 okazów. Na razie w Beskidach rośnie niewiele borowików czy prawdziwków, więc ludzie zaczynają zbierać także grzyby blaszkowe. Przyjeżdża taki grzybiarz w Beskidy, z każdą godziną chodzenia po lesie jest coraz bardziej zdenerwowany, bo znalazł mało grzybów, więc zaczyna ciąć jak leci, byleby tylko przywieźć coś do domu. Wtedy łatwo o pomyłkę.

Wiele osób ma swoje sposoby na odróżnienie grzybów jadalnych od trujących. Niektórzy uważają np., że jeśli grzyb jest nadgryziony przez ślimaki, to na pewno nie jest trujący, bo żadne zwierzę się takiego nie chwyci.

- To jeden z mitów mogących skutkować śmiertelną pomyłką. Muchomory sromotnikowe są bardzo chętnie jedzone przez ślimaki. Podobnie jest z innym śmiertelnie trującym gatunkiem, muchomorem jadowitym. Kiedyś musiałem do celów naukowych znaleźć rozwinięty, nietknięty przez ślimaki okaz tego grzyba. Naprawdę nachodziłem się po lesie, zanim taki znalazłem. Innym zgubnym mitem jest przeświadczenie, że grzyby trujące są gorzkie albo mają piekący smak. Muchomory sromotnikowe są łagodne w smaku, a przygotowana z nich potrawa jest bardzo smaczna. Podobnie jest z innymi trującymi gatunkami grzybów. Bzdurą są także opowieści, że po kilkakrotnym gotowaniu nawet bardzo trujący grzyb staje się jadalny. Toksyny zawarte w muchomorach sromotnikowych rozkładają się dopiero w temperaturze 280 stopni Celsjusza.

Jak zbierać grzyby, by uniknąć zatrucia?

- Podstawowa zasada jest taka, żeby zbierać tylko te grzyby, które się zna. A niestety ludziom czasem brakuje wyobraźni. Zadzwonili do mnie kiedyś ze szpitala w Żywcu. Zgłosiło się tam dwóch mężczyzn, ojciec i dorosły syn. Przywieźli ze Słowacji kanie, usmażyli je i zjedli. A potem w telewizji zobaczyli, że gdzieś na Pomorzu ktoś zatruł się muchomorami. Wpadli w panikę i zaczęli sprawdzać w internecie, czy te ich grzyby to aby na pewno były kanie. Okazało się, że nie, więc zgłosili się przerażeni do szpitala. Na szczęście mieli ze sobą jeszcze trochę tych zebranych grzybów. Okazało się, że to były sarniaki dachówkowate, na szczęście dla tych panów jadalne. Takich sytuacji miałem więcej.

Zawsze radzę, żeby zbierać tylko grzyby z rurkami pod kapeluszem, czyli z gąbką, jak mówią często grzybiarze. Borowiki, podgrzybki, koźlarze... Owszem, wśród nich także są grzyby trujące, ale nie wywołują tak tragicznych w skutkach zmian w organizmie, jak trujące grzyby blaszkowe. Powodują dolegliwości żołądkowo-jelitowe. Nieprzyjemne, ale do wyleczenia.

Czy warto kupować grzyby od sprzedawców stojących przy drogach?

- Taka sprzedaż grzybów jest przede wszystkim zakazana. Oczywiście, jeśli kupimy od sprzedawcy grzyby, na których się znamy, nic nam się raczej nie stanie. Ale już np. zakup grzybów blaszkowych przez osoby nieznające się na nich, porównałbym do zagrożenia, jakie niesie jazda samochodem ze zbyt dużą prędkością, w dodatku, po pijanemu. Bo nawet wytrawnym grzybiarzom zdarzają się pomyłki. Zbytnia pewność siebie bywa zgubna. Przypominam sobie sytuację z Poznania, gdy kobieta, która przez całe życie zbierała grzyby i z tego żyła, trafiła do szpitala po zatruciu muchomorem sromotnikowym. Okazało się, że pomyliła muchomory z gąską zielonką. Nie udało się jej uratować. Po jej śmierci specjaliści zbadali słoiki z grzybami z jej spiżarni. Na 400 słoików w 180 oprócz gąsek były muchomory.

Absolutnie odradzam też kupowanie od przygodnych osób grzybów już przetworzonych, suszonych czy w słoikach. Laik nie jest w stanie rozpoznać, co to za grzyby. Teraz jest pierwsza fala zatruć grzybami. Kolejna będzie w okolicach Bożego Narodzenia. Tak jest co roku. Wtedy ludzie trują się marynowanymi i suszonymi grzybami przygotowanymi specjalnie na święta.

Ewa Furtka, Gazeta.pl Bielsko-Biała

Dodaj swój komentarz:
Autor:
Login / Pseudonim: Hasło:
Komentuj pod pseudonimem jako Gość lub zaloguj się
| Załóż konto
Komentarz:

Jesteśmy na Facebooku