Gazeta.pl > Gazeta Sosnowiec

Zbieracze kontra ochroniarze. 'Może dojść do tragedii'

Wśród odpadów zbieracze potrafią wyszukać węgiel i metale

Fot. Dawid Chalimoniuk / Agencja Gazeta

  • Wśród odpadów zbieracze potrafią wyszukać węgiel i metale
  • Wśród odpadów zbieracze potrafią wyszukać węgiel i metale

Zbieracze węgla i złomu na składowisku odpadów pogórniczych w Sosnowcu zbuntowali się, odkąd w grudniu spółka CTL Maczki Bór zatrudniła nowych ochroniarzy: - Polują tu na nas, straszą bronią, wyzywają od śmieci. Będzie tragedia! - młodzi sposobią się do bitwy.

Najubożsi mieszkańcy osiedla Juliusz od lat żyją z tego, co znajdą na wyrobisku po kopalni piasku. Do kilometrowej, głębokiej na kilkadziesiąt metrów dziury za laskiem pod blokami trafiają odpady pogórnicze ze śląskich kopalń: - Do dwudziestu pociągów na dobę po czternaście wagonów w składzie. Niby kamienie i błoto, ale jak pogrzebać, znajdzie się jeszcze bryłkę węgla albo stalowe śruby, poszarpane druty z siatek obudów ścianowych, nawet żelazną rolkę taśmociągu - umorusani mężczyźni tłumaczą, że po dniówce harówki można uzbierać ze dwa worki węgla i tyle złomu, ile udźwignie brezentowa płachta na ramie roweru.

Chodzą sami lub grupkami, razem około stu osób. W złomnicy za kilogram metalu z wyrobiska dostają złotówkę, a za worek węgla - kilkadziesiąt złotych. Najmłodsi mają po kilkanaście lat, i żeby ominąć patrole na ścieżkach wokół niecki, nadkładają kilometry lasem.

Lepiej zbierać niż kraść

- To są chłopcy z patologii, rodzice piją, więc sami też chcą zarobić na flaszkę lub papierosy. Komuś innemu małe dziecko płacze, bo skończył się chleb albo opał. Przychodzi tu i już ma - mówi górnik z kopalni Kazimierz Juliusz, który zarobek z wyrobiska odkłada na randki z dziewczyną.

- Koledzy biorą nawet urlopy, żeby zbierać. Jak przyjeżdża dobry pociąg z kopalni, to przy wagonach ciśniemy się noga przy nodze i każdy się rzuca przeszukiwać do przodu. To nie wstyd. Lepiej niż kraść - opowiada.

Stanisław (50 lat) zapuszcza się nocą (bo przy torze w dole niecki świecą przenośne latarnie, żeby spychacze mogły bez przerwy rozgarniać wysypywaną z wagonów masę). Skórę smaruje olejem, by nie popękała, bo w wyrobisku hula mroźny wiatr. Dawniej mogli się grzać przy ogniskach, budowali szałasy. - Z ochroniarzami żyliśmy w zgodzie, mieli tu budkę i lustrowali urobek przy wynoszeniu, żeby złapać złodzieja. Bywało, że ktoś obcy się zakradł, by upiłować szynę albo kabel. Nam by przez myśl nie przeszło przekreślać tak głupio spokojnego zarobku - Stanisław wspomina dobre czasy.

Rekwirują rowery

„Zakaz wstępu!” - grożą od grudnia żółte tablice na drzewach wokół niecki. Spółka CTL Maczki Bór zatrudniła nową firmę ochroniarską z Krakowa, a na skarpie zaroiło się od wysportowanych mężczyzn w czarnych mundurach i kominiarkach: mają dwa jeepy, krótkofalówki, uzbrojenie, a zbieraczy wypatrują przez lornetki. - Myślałem, że dostanę zawału, jak zobaczyłem przed nosem 60-centymetrową tonfę - mówi Stanisław i objaśnia, że teraz ochrona czeka w ukryciu. Wyrasta na górze, gdy już zbieracze wytaszczą po skarpie węgiel i złom. - Każą zostawić wszystko, rekwirują rowery albo dziurawią opony. Są butni, legitymują na siłę. Były już ostrzejsze sprzeczki i poszturchiwania - opisują zbieracze.

Są wstrząśnięci, bo kilka dni temu ich kolega wracał sam z wyrobiska i nad ranem na skarpie znaleziono zwłoki: - Wypatroszono mu portfel, buty leżały daleko od zamarzniętego ciała, podobno zmiażdżono mu krtań Nie wiemy, kto napadł, śledztwo trwa - opisują zatrwożeni.

Nie wytrzymają upokorzeń

Stanisław boi się, że przez brutalność ochroniarzy może w Juliuszu dojść do tragedii. - Ci młodsi, w gorącej wodzie kąpani, nie wytrzymają upokorzeń. Między sobą zmawiają się na zemstę - przestrzega.

- Wiemy o zagrożeniu, ale spółka ma prawo zabronić wstępu na swój teren. Złom i węgiel w odpadach są jej własnością i wynoszenie czegokolwiek jest nielegalne - mówi nadkomisarz Jacek Kurowski, komendant Komisariatu V Policji w Sosnowcu-Kazimierzu. Wczoraj spotkał się z kierownictwem firmy ochroniarskiej i spółki. Przypomniał, że ochroniarze nie mają prawa samodzielnie legitymować ludzi ani stosować środków przymusu.

Szefostwo CTL Maczki Bór nie chce konfliktu oficjalnie komentować. - Współczucie musi w tym wypadku ustąpić przed wymogami bezpieczeństwa. W wyrobisku pracuje ciężki sprzęt, kilkakrotnie koła wagonów ucinały zbieraczom nogi! Niedawno ktoś rozkręcił 14 metrów toru i cały pociąg wykoleił się na bocznicy. Nie możemy pozwolić, żeby ludzie chodzili sobie po wyrobisku jak po ulicy - usłyszeliśmy nieoficjalnie w kopalni piasku.

Według komendanta Kurowskiego przepędzanie zbieraczy ze składowiska to walka z wiatrakami. - Jednak prawo jest prawem i zbieracze także muszą go przestrzegać - kwituje.

Witold Gałązka

Dodaj swój komentarz:
Autor:
Login / Pseudonim: Hasło:
Komentuj pod pseudonimem jako Gość lub zaloguj się
| Załóż konto
Komentarz:
Gazeta SosnowiecOrganizujesz ciekawe wydarzenie? Masz dla nas informacje? Widziałeś jakiś wypadek, zrobiłeś ciekawe zdjęcie, lub chcesz żebyśmy poruszyli w serwisie jakiś temat?