Gazeta.pl > Gazeta Sosnowiec

"Nie ma co oskarżać matki. Wciąż jest masa niejasności"

W piątek rano policja wznowiła przeszukiwanie terenu, na którym według detektywa Rutkowskiego matka porzuciła Magdę

Fot. Dawid Chalimoniuk / Agencja Gazeta

  • Policjanci szukają ciała Magdy w rejonie, który matka dziecka wskazała Krzysztofowi Rutkowskiemu
  • Półroczna Magda zniknęła we wtorek 24 stycznia po godz. 18 z wózka na ul. Legionów w Sosnowcu
  • W piątek rano policja wznowiła przeszukiwanie terenu, na którym według detektywa Rutkowskiego matka porzuciła Magdę
  • W piątek rano policja wznowiła przeszukiwanie terenu, na którym według detektywa Rutkowskiego matka porzuciła Magdę

Bała się, nie ma co jej osądzać! - komentują jedni. - Jak mogła zrobić coś tak strasznego? - dodają drudzy. W Sosnowcu wiele osób mówiło w piątek o tragicznym finale dziesięciodniowych poszukiwań Magdy.

Taksówkarz Maciej Hołoniewski mieszka tuż obok parku, który w piątek przeczesywali policjanci. O tym, że gdzieś tam mogą być schowane zwłoki dziewczynki, powiedziała mu znajoma przez telefon.

- Od razu matka wydała mi się niesympatyczna, a potem wątpliwości było coraz więcej. Teraz wychodzi, że to jakaś patologia, albo psychiczna jest. Może wszystko razem z mężem to ukartowali. Bo jaką gwarancję daje takie badanie wykrywaczem kłamstw? - powątpiewa się taksówkarz.

„Jaką opinię będzie miało całe miasto?”

Pracujących w parku policjantów obserwuje zza taśmy Jolanta Szczupak. Nie może się nadziwić, że jedno kłamstwo postawiło na nogi całe miasto i zastanawia się, czy nowe wyznania mamy Madzi nie jest czasem kolejnym kłamstwem. - Teraz wszyscy zastanawiają się, czy to rzeczywiście wypadek. Lepiej, żeby tak było dla nas wszystkich. Bo inaczej jaką opinię będzie miało całe miasto? - wzdycha.

Pani Jolancie trudno uwierzyć w wersję o wypadku. - Bo też mam dziecko i jak chyba każdej matce zdarzyło mi się je upuścić. Ale żeby tak od razu na śmierć? Nie, to niemożliwe! Zresztą nawet gdyby tak było, to przecież każda normalna matka zadzwoni od razu po pogotowie! Skończy się tak, że ją do wariatkowa wezmą - mówi pani Jolanta.

Na ulicę Ceglaną nad Czarną Przemszą, gdzie trwają poszukiwania ciała, oprócz mieszkańców miasta przyjeżdżają nawet ludzie spoza Sosnowca. Przemysław Kołodziej z Jastrzębia-Zdroju jechał samochodem do Łodzi. Przejeżdżał przez Sosnowiec i w radiu usłyszał, że na Celnej szukają zwłok Madzi. Szybko wystukał nazwę w GPS. - Szok, strasznie mnie to ruszyło. Sam mam dwójkę dzieci. Najpierw współczułem rodzinie, a teraz już nie wiem, co o tym myśleć - kręci głową.

„Wszyscy patrzyli do kamery, ona jedna spuszczała wzrok”

W sklepie spożywczym niedaleko miejsca, gdzie miało dojść do rzekomego napadu i obok bloku, gdzie mieszkają rodzice Katarzyny, wszyscy od rana mówią tylko o tym. - Takie tu rzeczy wygadują o matce, że aż uszy puchną, ale sama jest sobie winna. Nie powinna nazywać się matką. Nawet jeśli to był wypadek, to jak można biec od razu z dzieckiem pod drzewo do parku, kiedy nie ma pewności czy nie żyje? Kto chce się pozbyć zwłok własnego dziecka? Ludzie są tak wściekli, że gdyby teraz ta dziewczyna wyszła tu na ulicę, to by jej krzywdę zrobili. Sama nie wiem, jakbym zareagowała - trzęsie się z oburzenia jedna ze sprzedawczyń.

Druga ekspedientka ma łzy w oczach, kiedy pytamy o całą sprawę. - Przez cały tydzień wszyscy tu w psychozie żyli. Matki z wózkami umawiały się i chodziły parami. Dla mnie od początku coś kręciła. Ojciec, dziadkowie, wszyscy patrzyli do kamery, ona jedna spuszczała wzrok. Raz to już nawet tak mówiła, jakby wiedziała, że córeczka nie żyje. Wypadek czy nie, ona już nigdy nie będzie miała życia. Ani tutaj ani nawet w więzieniu - mówi.

„Nie ma jej co osądzać”

Katarzyny broni jedna z sąsiadek jej rodziców, choć zastrzega, że nie znała dobrze rodziny, która mieszka piętro wyżej. - Nieszczęśliwie upuściła dziecko i bała się, co ludzie pomyślą. Że wyrodna matka i nie potrafiła zająć się własną córką. Przestraszyła się i wolała ukryć ciało. Nie ma jej co osądzać, kiedy nie znamy jeszcze całej sprawy - przekonuje kobieta.

Matki Madzi nie osądzają też sąsiedzi z ul. Floriańskiej, gdzie mieszkało młode małżeństwo. - W głowie mi się to nie mieści. Po prostu straszna tragedia, dla matki, dzieciątka i całej rodziny. I tyle, bo winie za wcześniej mówić - podkreśla pan Piotr.

Marlena Głowa, która prowadzi sklep spożywczy obok domu, gdzie mieszkało młode małżeństwo, nie wierzy, że Madzia nie żyje. - Tylu ludzi było zaangażowanych w poszukiwania, dawali datki i rozklejali ulotki. Nie ma co oskarżać matki. Nie wiadomo jak było, wciąż jest masa niejasności. Przydusili ją i w tych nerwach powiedziała, że dziecko nie żyje, ale ciała wciąż nikt nie znalazł

Dobrze, gdyby się okazało, że jednak sprzedała dziecko. Przynajmniej maleńka by żyła - przekonuje Głowa.

Jacek Madeja

Dodaj swój komentarz:
Autor:
Login / Pseudonim: Hasło:
Komentuj pod pseudonimem jako Gość lub zaloguj się
| Załóż konto
Komentarz:
Gazeta SosnowiecOrganizujesz ciekawe wydarzenie? Masz dla nas informacje? Widziałeś jakiś wypadek, zrobiłeś ciekawe zdjęcie, lub chcesz żebyśmy poruszyli w serwisie jakiś temat?